To już chyba ostatnia (może jeszcze coś mi strzeli do łba) w tym roku typowo świąteczna praca na moim blogu. I całe szczęście, bo przejadły mi się te klimaty, a nawet jakoś specjalnie nie poszalałam. Podziwiam dziewczyny, które masowo tworzyły kartki itp., ja się do takich rzeczy nie nadaję. Dobra, już nie marudzę, poznajcie moją zawieszkę, która będzie sobie wisiała w kuchni:
Skład: papier ILS, tildowy domek, serwetka, wstążka, wycinanki z dziurkacza, sztuczny śnieg oraz owoce ostrokrzewu.
A jak u Was z atmosferą świąteczną? Bo u mnie im bliżej Świąt, tym słabiej ją czuję. Winę zwaliłabym tu na pogodę, jakoś tak wiosennie się zrobiło za oknem.
Dziękuję za uwagę :*

