... i to po raz drugi, na szczęście tylko chrzestną. Zacznę jednak od początku. Zadzwoniła do mnie kuzynka i poprosiła o zrobienie zaproszeń na chrzciny jej córeczki, powiedziałam, że jasne, że nie ma problemu, chociaż kiedyś obiecałam sobie, że nigdy nie zgodzę się na taką robotę, no cóż, czego się nie robi dla rodziny? Problem jednak się pojawił, gdy usłyszałam, ile tych zaproszeń ma być, aż 20 sztuk!! Wiem, że niektórzy robią dużo, dużo więcej, dla mnie to jednak była zabójcza liczba. Obiecałam, więc musiałam się za nie zabrać, wymyśliłam całkiem prosty wzór, który został zaakceptowany przez wszystkich domowników. Później okazało się, że kuzynka pomyliła się w obliczeniach i część zaproszeń została, więc całe szczęście, że są takie uniwersalne, będzie można je wykorzystać na inną okazję. Powstały dwa wzory, gdyż w trakcie prac, skończyła mi się różowa wstążka:
wolę te różowe :D
cała gromadka:
Jakiś czas później kuzynka znowu zadzwoniła, tym razem zapytała się, czy nie zostałabym chrzestną Oleńki. Odmówić nie mogłam i gdy tylko dowiedziałam się o funkcji, jaką będę pełnić, zaczęłam zastanawiać się nad kartką. Padło na kopertówkę- łatwo schować "prezent":D Nie jest to typowa kartka chrzcielna, bo chciałam, żeby było oryginalnie:
tak się koperta prezentuje razem z wnętrzem:

Skład: papiery
Flying in time i
Head over brown z
Crafthouse, stempelek- digi jest dziełem przezdolnej Beaci, kwiatki głównie z
WOC, a wycinanki tradycyjnie z dziurkaczy i z Bigusia.
Oprócz swojej kartki, zrobiłam jeszcze jedną, którą mój dziadek wręczył swojej pierwszej prawnuczce:
A teraz czas na przeuroczą bohaterkę całego "zamieszania":
Na samym końcu chciałabym polecić
najnowszą płytę Czesława, jest boska! Już mi siedzi w głowie :)
Dziękuję za uwagę! :*